Historia
Legenda o zatopionym w Racławicach woźnicy
Wiele legend i podań przetrwało z dawnych czasów do lat obecnych. Jedną z nich prezentuję w tym artykule. Dotyczy ona rzekomo autentycznego zdarzenia i związana jest z pewnym grzesznym woźnicą, który w drodze z Racławic do Klisina znalazł kres swoich dni. To w jaki sposób zginął nastraja do myślenia i zadumy, a jednocześnie szokuje. Co więcej: pamiętajmy, że w każdej legendzie jest odrobina prawdy.
Dawniej droga z Racławic do Klisina przecinała tereny bagniste położone w pobliżu Osobłogi. Droga ta była traktowana przez miejscową ludność jako odgałęzienie głównej szosy prowadzącej z Prudnika do Głogówka. Droga prowadziła w pobliżu leśnego stoku klisińskiego (górki). Przed wieloma laty kupcy jechali tędy wraz z swoimi zaprzęgami. Najtrudniej było się przeprawić przez znane, bagniste miejsce w sąsiedztwie klisińskiej górki (niem. Nazwa ludowa zapisana w kronice to Gläsenberg). Przed wojną stała u podnóża tej góry fabryka przerobu kartofli - po wojnie tak zwana "olejarnia".
Pewnego dnia utknął w tym miejscu woźnica prowadzący wóz po brzegi wyładowany chlebem. Woźnica wystraszył się, gdyż wiedział, czym grozi utknięcie na tak grząskim terenie. Z całych sił biczował zaprzęgnięte konie pokrzykując na nie możliwie najgłośniej. Im bardziej woźnica uderzeniami bicza i okrzykami starał się popędzić konie tym bardziej wóz zanurzał się w bezdennym bagnie, które z powodu długotrwałych deszczów było w tym czasie jeszcze bardziej miękkie. Woźnica widząc, że jego biczowanie na niewiele się zdaje zaczął pod koła wozu rzucać bochny chleba by w ten sposób wzmocnić choć trochę podłożę. Woźnica przeklinał i jeszcze energiczniej biczował konie. Na niewiele jednak się to zdało. Woźnica, koniec z całym wozem wypełnionym chlebami nagle całkowicie się zanurzyli, "a bagno się po nimi zamknęło". Była to kara za grzeszne używanie daru Bożego jakim był chleb.